Najnowsze wpisy

18.11.17

Placuszki z dyni

Wstałam dziś o 11, z wielkim trudem. Przejrzałam wszystkie nowości na facebooku i instagramie i trzeba było wyjść z ciepłego łóżka. Do tego zaczęło burczeć w brzuchu, a lodówka świeciła pustkami. Za wcześnie, żeby bawić się w kombinowanie co by można było z tego zrobić na śniadanie. Zrobiłam listę zakupów, łącznie z wstępną listą obiadów na nadchodzący tydzień (to jest jedna ze strategii oszczędzania). Ubrałam się, tzn ubrałam spodnie, a na górę z piżamy założyłam kurtkę (za to lubię jesień) i na zakupy. Ledwo zipiąc przytargałam cholernie ciężką torbę pełną najpotrzebniejszych produktów. Włączyłąm pranie; pierwsze, na pewno nie ostatnie dzisiaj. Zaparzyłam kawę, dodałam do niej bitej śmietany i cynamonu (moje nowe uzależnienie), usiadłam i siedzę. Spoglądam na otaczający mnie burdel, na stół zastawiony gazetami, brudnymi talerzykami i kubkami z niedopitą kawą, na walające się w każdym kącie zbitki psiej sierści i wiem, że będę musiała się tym zająć. Podobnie jak blogiem, językiem niemieckim, upieczeniem czegoś na weekend, poczytaniem książki, która od zeszłej niedzieli leży nietknięta i wieloma innymi sprawami. Ale teraz jestem ja i kawa pita przy akompaniamencie pralki i deszczu stukającego w parapet. Jak bardzo się boję, że ta kawa zaraz się skończy i będę musiała zabierać się do roboty!

Tak było wczoraj, dziś pełna energii wyskoczyłam z łóżka zdecydowanie wcześniej, na tyle wcześnie, że zdążyłam przygotować dla Was kolejny dyniowy wpis i jest szansa, że przeczytacie go jeszcze zanim zjecie swoje śniadnie. 

12.11.17

Tort czekoladowy z whisky

Dziś mój Skorpion ma urodziny. Jako wspaniała żona i partnerka, która odkąd upiekła swój pierwszy tort i przekonała się, że to wcale nie takie trudne i na dzisiejszą okazję ma coś specjalnego. Kawałeczek tortu dla solenizanta i kawałeczek dla mnie, za to, że znoszę te wszystkie skorpionowe wybryki. 

Skorpion to wojownik. Skorpion chciałby mieć zawsze słuszność, przeciwnikiem Skorpiona jest każdy, kto mu stanie na drodze, a nawet kto zdaje się stawać - chociaż oni sami nigdy się do tego nie przyznają, żaden z nich nie lubi, ba! nie toleruje sprzeciwu. Więc jako jego parter/partnerka albo przyjmiesz rolę tego, który zawsze idzie na kompromis dla świętego spokoju (co na dłuższą metę jest nie do przejścia), albo nauczysz się mówić "nie" tak, żeby myślał, że to "nie" to jego pomysł. 


Ze wszystkich znaków zodiaku Skorpion jest najbardziej skomplikowany, najtrudniejszy do zrozumienia, do rozgryzienia. Współżycie z nim jest na ogół niełatwe z powodu jego zaczepnego, chropowatego, wojowniczego charakteru - och, naprawdę ? to chyba wyjaśnia ten mój kawałek tortu :) Ważne, że oni sami zauważają to, że nie żyje się z nimi łatwo. Mój mąż często to podkreśla, że zasłużyłam na jakąś koronę czy cuś w ten deseń. Chociaż, jeszcze nie doczekałam. Ostatnio nawet jakaś znajoma z Instagrama, Skorpionka właśnie przyznała, że ludzie spod tego znaku faktycznie nie należą do najłatwiejszych we współżyciu, ale można ich oswoić. Uff, jest nadzieja!


Przyjacielem Skorpiona za to zdecydowanie warto być. W razie cudzego nieszczęścia Skorpion potrafi być dla przyjaciół wspaniałą podporą. Może w tym celu zmobilizować w sobie olbrzymie rezerwy sił i wykazać bezprzykładną energię, ofiarność, bezinteresowność. W przypadku mojego męża bezinteresowność należałoby podkreślić dwoma grubymi kreskami. Bliskiej osobie w potrzebie jest w stanie oddać ostatnią złotówkę, nigdy nie oczekuje "zapłaty" czy rewanżu za swoją pomoc, a sam bardzo często za pomoc innych "przepłaca". Jest wspaniałym gospodarzem. Głodny nikt u nas nigdy nie był, zawsze potrafi odpowiednio zająć się swoimi gośćmi. 


Nikt tak nie umie rzucić się w wir pracy jak Skorpion. Jego ambicją będzie dokonanie czegoś. Zawsze będzie go interesował przede wszystkim problem - przez to musi być cały czas w ruchu. Nie uznaje stagnacji, a słowa domator nie ma w jego słowniku. 


I na koniec pamiętajcie - Warto sobie zanotować w pamięci, że Skorpion nigdy nie zapomina doznanych krzywd ł urazów, choćby je wybaczył. Ma jednak także dobrą pamięć dla wyświadczonych mu przysług i dobrodziejstw. 


Może na 50-te urodziny mojego skorpionowego męża będę już mogła przygotować poradnik jak oswoić i jak żyć z najtrudniejszym znakiem zodiaku :)


Tymczasem mojemu ukochanemu Sto lat! a z Wami dzielę się przepisem na tort. 


Dekoracji tortów muszę się zdecydowanie nauczyć, wystarczy zobaczyć jak on pięknie wygląda u Kasi, z której przepisu korzystałam, a jak u mnie. Jednak wszelkie niedociągnięcia nadrabia smakiem. W oryginalnym przepisie jest jeszcze dżem, ale nie miałam, więc pominęłam ten punkt, górę "spryskałam" tylko roztopioną czekoladą. Zostało mi sporo masy, więc myślę, że można użyć trochę mniej kremówki i mascarpone. Spróbujcie go koniecznie!

10.11.17

Jesienny deser kokosowy z chia

Najlepszą rzeczą jaką możesz usłyszeć w pracy w piątek jest to, że planowana pracująca sobota jednak nie jest potrzebna i jutro się wyśpisz. Zjesz pyszne śniadanie, wypijesz dużą kawę a nie małą, w spokoju a nie w biegu. Zaplanujesz weekend, zjesz dobry obiad, ciepły a nie z lunchboxa. I może byś coś nawet upiekła, w zasadzie to nie coś, a tort. I możesz go zrobić wcześniej, a nie na ostatnią chwilę. I Twój pies też będzie szczęśliwy, bo w końcu nie spędzi długich samotnych godzin w domu. Tak więc szanowni Państwo, zaczynamy weekend! 

8.11.17

Dyniowe ciasteczka z żurawiną i czekoladą

Jestem w dołku, w czarnej dupie, przykryta rozpaczą. Przeczytałam dziś, że tylko ludzie z uporem odnoszą sukcesy. A we mnie ani uporu, ani długofalowej motywacji. Nie umiem walczyć o swoje, nie umiem sama siebie nakręcać, potrzebuję ciągłych bodźców z zewnątrz. Czasami myślę, że już zawsze będę gruba, albo w najlepszym wypadku będę chudła i tyła na zmianę. Po każdym dobrym okresie, nadchodzi chwila zmęczenia, która trwa zdecydowanie za długo. Efektem tego zmęczenia jest powrót cellulitu spowodowany zaniechaniem ćwiczeń i kiepska dieta składająca się w dużej mierze z kupnego, syfiastego jedzenia. I niby powtarzam sobie codziennie, że od jutra koniec, ale jutro też jestem zmęczona. Odkąd zaczęłam pracę nie potrafię wbić się w żaden sensowny rytm dnia, prócz praca-drzemki i jedzenie oczywiście. Sukcesem na dzień dzisiejszy mogę nazwać fakt, że gdzieś tam z tyłu głowy cały czas świta mi, że może jednak warto włączyć tą Chodakowską, zmęczyć się tak na dobitkę, a może właśnie odzyskać siły, po endorfinowym skoku. A już sukces nad sukcesy jest taki, że od poniedziałku nie zjadłam nic cukrowego. O! bijcie mi pokłony!
Jakieś sprawdzone sposoby jak sprawić, żeby się chciało kiedy się tak cholernie nie chce ?


5.11.17

Dyniowa kawa

Idealna aranżacja dla idealnej kawy to niedzielny poranek, ciepła pościel, brak pośpiechu i ulubione czasopismo lub książka. W niedzielny poranek jeszcze nie myśli się o powrocie do pracy czy o nadchodzących wraz z nowym tygodniem obowiązkach. Popijam łyk i delektuję się kawowym, słodkim (w tym przypadku) smakiem. Aromatem cynamonu i zimną bitą śmietaną. Ta kawa pod względem kaloryczności to będzie dobry, pełnokaloryczny deser, ale taka, wczesnoniedzielna rozpusta mi nie przeszkadza. 


4.11.17

Bezglutenowe dyniowe ciasto

Standardowo już przed rozpoczęciem pracy była mowa o tym, że jak zacznę fizycznie pracować to schudnę. Osiem godzin chodzenia w kółko powinno jakoś działać - nabrałam się na to drugi raz. Ciężka praca fizyczna wcale nie odchudza, bo z automatu zwiększa się kaloryczność posiłków. Po pracy marzę o słodkim ciasteczku, o ciepłym obiadku i to najlepiej już, natychmiast. Nikt nie czeka na mnie w domu z ciepłą zupką. To jak nie ma zupki, to chociaż tosta zjem na szybko. Na deser wspomniane ciasteczko, później spadek energii, drzemka, a po drzemce trzeba ratować poziom cukru, bo poleciał na łeb, na szyję. Gdybym tylko jadła te swoje wypieki, bez białej mąki, bez białego cukru to wszystko byłoby pięknie. Ale niestety raczę się tym sklepowym syfem. Od pierwszego dnia pracy i tak jest duża poprawa, ale nadal nie potrafię całkowicie nad tym zapanować. Potrzebuję bardzo silnej motywacji i bata nad sobą.

*Do upieczenia tego ciasta użyłam musu z najbardziej chyba znienawidzonej dyni hokkaido, bo to jej miąższ jest mięsisty, zwarty i powoduje zakalce. Ale można tą dynię, a w zasadzie mus z niej zrobiony oswoić - wystarczy trochę rozrzedzić - w tym wypadku sokiem z mandarynek. 
Jeżeli Wasz mus jest rzadki to punkt z mandarynkami możecie pominąć. 
Ciasto jest niezwykle mięciutkie i mokre.

PRZEPIS na mus z pieczonej dyni


3.11.17

Prażone pestki dyni

Przy weekendowych spotkaniach, przy filmie, książce i ploteczkach dobrze jest coś przegryźć. Najlepiej zaś smakują przekąski przygotowane samodzielnie, poziom trudności nie jest istotny. Bo dajmy na to takie prażone pestki dyni to przecież łatwizna, ale warto dla swojej satysfakcji i smaku zrobić je samemu. Największa trudność, która wystawia cierpliwość na ciężką próbę to oddzielenie pestek od tej łykowatej części dyni, ale później już idzie gładko. 

31.10.17

Mus z pieczonej dyni

Ile przepisów można zrobić z jednej, średniej wielkości dyni ? Ja zrobiłam już mus, pieczone pestki, ciasto i ciasteczka. Musu została jeszcze szklanka, więc na 2 pomysły powinno jeszcze wystarczyć. Dziś zaczynam od tego właśnie musu, który jest podstawą zdecydowanej większości dyniowych przepisów. I chociaż do niedawna myślałam, że mus można zrobić jedynie z pieczonej dyni, to ostatnio spotykam się z szybką wersją - musu z dyni gotowanej; zdecydowanie do wypróbowania.  

30.10.17

Naleśniki z mąki ciecierzycowej

Po dwóch tygodniach wstawania o godzinie 4.50, przy cofnięciu zegara na czas zimowy, wczoraj przy niedzieli i dziś przy wolnym dniu obudziłam się o 5.30. Dziękuje Stwórcy za to, że zostałam obdarowana umiejętnością szybkiego, ponownego zasypiania, mimo, że wstając o tej 5.30 zdążyłam porozmawiać z mężem, który wstawał do pracy, a nawet wstać na siku. Ponowne zbudzenie nastąpiło o 8 i to już jest zdecydowanie lepszy czas na rozpoczęcie dnia. Pogoda jest sprytna - zachęca do działania, nęci i kusi promieniami słońca, ale kiedy zechce się z nią mieć bliższy kontakt niż przez szybę pokazuje swoje prawdziwe, mroźne już oblicze. Dziś wychodzę tylko kiedy muszę, czyli na spacery z psiną. Potrzebowałabym też na zakupy, ale w portfelu gotówki brak, moja karta do bankomatu jeszcze nie aktywowana, a mężową zabrał mąż. Cóż tam, będziemy improwizować :) Najlepszą wiadomością nie jest to, że dzisiejszy dzień mam wolny, a to, że jutrzejszy również! Zamieszkując północ Niemiec dostąpiłam przywileju obchodzenia (czyli wykorzystywania dni wolnych od pracy) świąt ewangelickich, a jutro właśnie jedno z nich. Dwa dni lenistwa, nadrabiania zaległości na bloga a i dobry czas powrotu do ćwiczeń. Wszystko co najlepsze zaczynamy poniedziałkowymi naleśnikami z ciecierzycy! 



27.10.17

Ciasteczka z tahini - bez glutenu i cukru

Każdy ponarzekał na jesienną pogodę to i na mnie kolej. Bo u nas też pada i pada! Chociaż pogoda w północnych Niemczech w ciągu dnia potrafi się zmienić naprawdę wiele razy. Dajmy na to takie dzisiejsze, piątkowe popołudnie - wyszłam na spacer z psem - słoneczko, można buzię do słońca wystawiać i nie drażnią wcale te złote, acz śliskie liście na chodnikach. Wracam ze spaceru i wiatr zimny, nieprzyjemny, szaro już. Tylko kawa ratuje. A do kawy mam ciasteczka. Idealne, bo nie są zbyt miękkie i maczane w kawie nie rozpadają się. 

Top Blogi
TOP