Najnowsze wpisy

23.5.18

Krem z białych szparagów z gruszką

Szparagi to warzywo, zaraz obok bobu, którego smak poznałam stosunkowo niedawno. Poprostu nigy u mnie w domu tego nie było. Jak sięgam pamięcią i porównuję ilość warzyw zjadanych przeze mnie teraz, a w czasach młodości to mogłabym zanotować dziewięćdziesięcio procentowy wzrost. Teraz przecież zdarza się, że jadamy same sałatki, surówki, nasze obiady to głównie warzywa, zwłaszcza teraz. Wcześniej warzywo to głównie pomidor do kanapki, a kiedy mama starała się je jednak jakoś włączyć w naszą dietę nie spotykała się z naszą aprobatą. Było już późno, albo zbyt wcześnie na świadome i dobre jedzenie. 
Wracając do szparagów; o ile zielone szparagi pokochałam i uważam, że są świetnym dodatkiem do porannego sadzonego jajka, wiosennego obiadu czy sałatki, o tyle z białymi mam problem. Są bardziej łykowate, bardziej twarde i już nie takie łatwe w obyciu. Uznałam więc, że najlepiej odnajdą się w zupie. Zblendowane na aksamitny krem smakują wybornie, zwłaszcza z dodatkiem karmelizowanej gruszki i odrobiną miodu. 

20.5.18

Omlet cukiniowy

Kiedyś nie wyobrażałam sobie śniadania bez pieczywa. Jak to, to co innego można jeść jak nie kanapki ? a te najlepsze były z masełkiem, plastrem żółtego sera i pomidorem, od święta jeszcze na to majonez. I nadal uwielbiam kanapki, ale nie jadam ich na codzień. Już ich nie potrzebuję, żeby moje śniadanie było wyjątkowe. Teraz dobre śniadanie to takie, gdzie są jajka. Na słodko; w omlecie, naleśnikach czy placuszkach i w wersji wytrawnej - sadzone.
Dziś mam dla Was ich słodką odsłonę - omlet cukiniowy, do tego jogurt naturalny zmiksowany z truskawkami i na górę letnie, ulubione owoce. Czy tak rozpoczęty dzień i tydzień może być zły ? nie sądzę. 

UWAGI:
1. jeżeli chcecie uzyskać bardziej puszysty omlet, ubijcie osobno białka na sztywno i osobno wymieszajcie pozostałe składniki, później dodajcie do masy z żółtkami białka i delikatnie je wmieszajcie. 
2. im mniejsza patelnia tym omlet będzie grubszy i ładnieszy. Idealna to 20 cm, mój omlet smażony był na 24. 
3. jeżeli zjadam omleta z owocami, nie dodaje cukru, ani miodu do masy. jeżeli jadam go solo, bez dodatków do masy daję łyżkę miodu, lub łyżeczkę cukru/ksylitolu

17.5.18

Śniadaniowa tortilla ziołowa

Do niedawna, a dokładnie do czasów przed postem kiedy musiałam rano wstać przed 5, na śniadanie zjadałam jogurt. Bo tak najszybciej. Zaparzałam kawę i jadłam kubeczek jogurtu, owocowego bo smaczniejszy niż ten zwykły naturalny. Teraz kiedy muszę wstać przed 5, śniadanie przygotowuję sobie dzień wcześniej. Zimny omlet nadal jest dobry, zresztą jak robiłam go rano to zanim zrobiłam mu całą sesję na bloga i tak był zimny, więc wiele się nie zmieniło. Jedynie to, że teraz dobre śniadania zjadam niezależnie od tego, o której rano muszę wstać. I taka organizacja mi się podoba. Czy jestem bardziej syta teraz niż po zjadaniu jogurtu ? chyba nie, bo po jogurtowych porankach mój organizm był na tyle przyzwyczajony, że głodu nie czuł i teraz nie czuje go również. To tylko moja satysfakcja z lepiej rozpoczętego dnia i dobrych kalorii już na dzień dobry. Jednym z takich śniadań przygotowanych dzień wcześniej była śniadaniowa tortilla. Zdążyłam ją już nawet powtórzyć dwa razy (więc widziecie jaki mam poślizg w publikowaniu) 

16.5.18

Jagielnik

Kiedy jakiś czas temu desery z kaszy jaglanej zaczęły święcić triumfy w kuchni polek też postanowiłam się z nią nieco zabawić. Łatwo jednak nie było, po pierwsze jak tą cholerną kaszę ugotować, żeby nie miała goryczy. W każdym niemal przepisie podane "kaszę przepłukać", ale nikt mi nie powiedział, że to płukanie może trwać wieczność i że kluczem jest użycie wrzątku (eureka!) plus sitko lub gaza. Jak już mi się udało tą gorycz poskromić zachciało mi się tej kremowej, jaglanej masy, która tak kusi zkażdego jaglanego zdjęcia. No i tutaj problem mnie przerósł. Zwykły blender, plus mój wrodzony brak cierpliwości sprawił, że nie było mi dane poznać tej przyjemności, aż do teraz! Teraz było inaczej, przepłukałam kaszę ze 3-4 razy wrzątkiem. Przestudziłam ją, wsypałam do kielicha mojego nowego blendera (tutaj możecie zobaczyć co to mam za cudo - RONIC), dodałam resztę składników, nacisnęlam guziczek i po 2-3 minutach miałam coś na kształt budyniu. Wspaniała, kremowa i aksamitna struktura. Musiałam ze sobą walczyć, żeby nie zjeść jej za dużo i żeby starczyło na ciasto, które miałam w planie.

Proszę Państwa, przedstawiam niezwykle kremowy i aksamitny jagielnik z dodatkiem mleczka kokosowego, z polewą z tahini. Ciasto-marzenie. I jeżeli wcześniej mówiłam, że jaglane desery to nie moja bajka, po tym cieście zmieniam zdanie. Klucz do sukcesu tkwi w umiejętnym pozbyciu się goryczy i w dobrym, mocnym blenderze. A mój Ronic Zyle Led II do takich właśnie należy. Aktualnie nie oszczędzam go, włączam codziennie, bo szykuję do Was wpis z recenzją. Tylko proszę się uzbroić w cierpliwość bo zanim go przetestuję na każdym polu to trochę czasu upłynie :)

8 porcji, każda 337 kcal, 
7,5 g białka, 
12,7 g tłuszczy
53 g węglowodanów

13.5.18

Szybkie fit brownie z fasoli

Mija tydzień od naszego zakończenia postu dr Dąbrowskiej KLIK. Jesteśmy na etapie wychodzenia czyli powolnego zwiększania kaloryczności i sukcesywnego dodawania produktów ze wszystkich grup. W minionym tygodniu na nowo odkrywaliśmy smak tłuszczy (awokado, ryby) i białek (jajka, strączki) oraz innych warzyw i owoców, które do tej pory były na liście zakazanych. Zaczęliśmy od 1000 kalorii, żeby pod koniec tygodnia dojść do 1500. Od poniedziałku wprowadzamy węgle i nabiał, a z kalorycznością dobijemy do około 2 tysięcy - taką granicę pokazują mi kalkulatory, które wyliczają dziennie zapotrzebowanie; przy założeniu, że chcę nadal chudnąć i pracuję fizycznie. Zabawa w liczenie kalorii jest z jednej strony fajna, z drugiej strasznie czasochłonna. Trzeba robić regularny przegląd lodówki, planować tak, żeby dieta była urozmaicona, a przy tym nie przekroczyć zalecanych dziennych wartości węgli, białek, tłuszczy i kalorii. Dla kogoś kto nie żywi się tylko ryżem i kurczakiem, na dłuższą metę to może być kłopotliwe. Jednak na chwilę obecną jestem tym tak zajawiona, że policzę sobie te kalorie chociaż do końca miesiąca i nadal będę w ogromnym szoku, że zdrowe jedzenie potrafi być tak kaloryczne. 

W związku z tym, że nasze menu w tym tygodniu się znacznie rozbudowało, a ja nie potrafię żyć bez przekąsek (najlepiej ciasteczek albo ciast) to poczyniłam fasolowe brownie, bez mąki! Faktycznie ma strukturę ciężkiego, zbitego ciasta i nie oczekujcie proszę po nim, że będzie inne...no chyba, że by tak białka osobno ubić...muszę to przemyśleć, przeanalizować i spróbować :) Ta forma jednak jest równie pyszna, bo ciasto niby cięzkie i zbite a przy tym mokre. Nie mogę powiedzieć, że jest słodkie, bo dałam jedynie łyżkę miodu, Wam proponuję dać 2 a może i 3. To ciasto jest tak zdrowe, że musicie je zrobić, zwłaszcza jeśli jesteście fit freakami!

1 porcja ma ok 270 kalorii, 
11g białka
9g tłuszczu
40 g węglowodanów

8.5.18

post dr Dąbrowskiej - efekty po 16 dniach

Jestem silna i jestem z siebie dumna. Przetrwałam te 16 warzywnych dni. Trwałabym w tym dłużej gdyby tylko lista dozwolonych warzyw była dłuższa. Pod koniec moim jedynym ratunkiem były jabłka i zdażyło się przekroczyć dzienną dozwoloną dawkę dwóch sztuk. Dopóki nie musiałam czegoś zjeść było super i miałam ochotę przedłużyć post do 21 dni, ale kiedy nadchodziła pora posiłków i znów te same warzywa, mimo, że forma, połączenia, smak były kombinowane to miałam serdecznie dość. I po co się bardziej katować ? teraz trzeba umiejętnie i cało z tego wyjść :)
O tym jak czułam się na poście możecie przeczytać też tutaj KLIK. A dzisiejszy wpis będzie bardziej podsumowujący.

Po co mi to było ? Część 2
Post zaczęłam z ciekawości. Bałam się go, bo nie jestem zwolenniczką głodówek, czy postów oczyszczających. Zawsze uważałam, że to bardziej szkodzi niż pomaga. Ale tyle ludzi nie może się mylić. Naczytałam się setek informacji, że energia na poście jest ogromna, że ludzie lepiej i mniej śpią, a mimo to mogą robić kilka rzeczy jednocześnie. Kurczę jak można jeść same warzywa i mieć taką siłę ? U mnie jakiegoś specjalnego wystrzału energii nie zauważyłam, ale faktycznie spałam i zresztą nadal śpię krócej (5-6 godzin) i nie mam problemów z wstawaniem na poranną zmianę do pracy. Praca fizyczna, w której nie mogę sobie pozwolić na spadek formy. Zdecydowanie bywałam bardziej zmećzona po pracy przed postem, niż na poście, a w czasie jego trwania nie zwolniłam tempa pracy. Prócz tej magicznej mocy jaka wstępowała w ludzi byłam też ciekawa czy post pozwoli mi zrzucić zbędne kilogramy, które przy niedoczynności tarczycy są szczególnie uparte. Wygląda więc na to, że moją główną motywacją, przynajmniej początkowo była czysta ciekawość.

Spostrzeżenia
  • O super wystrzale energii już pisałam, że czegoś takiego u siebie nie zaobserwowałam, ale byłam cały czas na wysokich obrotach i nie czułam zmęczenia. Chodziłam spać między 22-24, a budzik dzwonił 4.40 i nigdy nie miałam problemów, żeby wstać. Nie mówię tutaj o sytuacji kiedy np w weekend mogłam sobie dłużej poleniuchować w łóżku. Jak mam okazję to śpię, bo to lubię :)
  • Na początku postu miałam ogromne problemy z zatrzymaniem wody (wstawałam ze strasznie spuchniętymi oczami) i wzdęciami. Brzuch był twardy i wielki. Przyczyn takiego stanu rzeczy mogło być dużo, zaczynając od nadchodzącego okresu, a na mniejszej tolerancji na surow warzywa kończąc.
  • Pod koniec postu i to się nadal utrzymuje zauważyłam, że w pracy jest mi szczególnie zimno w dłonie (pracuję w chłodzie, ale dotychczas dłonie miałam ciepłe). Palce są wręcz skostniałe. Po pracy wszystko wraca do normy.
  • Biorę leki na tarczycę, co prawda nie super mocne, ale biorę i nawet nie przyszło mi do głowy, żeby z nich w czasie postu rezygnować. Sami też nie podejmujcie nigdy takich decyzji
  • Brew łuszczy się jakby mniej
  • Ciut bielsze zęby (możliwe, że od braku kawy)
  • Nie miałam żadnych bóli. W pierwszy dzień tylko trochę bolała mnie głowa. Nie czułam też nigdy wilczego głodu. Bywałam głodna, kiedy wydłużyłam przerwę między posiłkami, a nie dlatego, że za mało zjadłam. 
  • Wypadające włosy - o tym słyszałam bardzo dużo. U mnie przez cały czas trwania postu ilośc wypadanych włosów się nie zwiększyła. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że lekko zmniejszyła, ale to jeszcze musiałabym zaostrzyć obserwację
Efekty
To co post dał mi najlepszego i nie będę tego ukrywać to spadek wagi. Dawno nie widziałam takich cyferek, które widzę po poście. Od kiedy zaczęły się problemy z tarczycą i kiedy nie zmieniając wcale sposobu odżywiania (czyli na ogół zdrowo, z lekkimi odstępstwami) przytyłam 10 kilo w pół roku już żadnym sposobem nie mogłam się tego nadbagażu pozbyć. Zdrowe odżywianie, liczenie kalorii, dieta z niskim IG, później eliminacja kolejnych produktów, a do tego 5-6 razy w tygodniu ćwiczenia. Waga ruszyła kiedy zaczęłam przyjmować leki, ale też spadła trochę i koniec, dalej nie pójdzie. Więc post potraktowałam jako koło ratunkowe. Póki co skuteczne, oby dalej szło też tak gładko. 
W ciągu tych 16 dni schudłam 5 kilo i straciłam 25 cm w obwodach! Prócz mojej fizycznej pracy, nie ćwiczyłam dodatkowo ani w domu, ani na siłowni. 
Długo biłam się z myślami czy pokazać Wam moje porównawcze zdjęcie, ale mąż powiedział, żebym dodała, a po drugie co to za podsumowanie bez zdjęcia. 

Co dalej ?
Teraz przez 16 dni wychodzimy z diety. Robię to zupełnie po swojemu, licząc na to, że jestem na tyle mądra, że nie zrobię sobie krzywdy i nie doprowadzę do efektu jojo. Jak to więc teraz u nas wygląda ? (piszę u nas, bo na poście byliśmy razem z mężem). W pierwszym tygodniu do naszego menu wprowadziliśmy zdrowe tłuszcze (ryby, orzechy, masło, olej kokosowy) i białko (jajka, ryby, strączki). Dodajemy nowe warzywa i owoce. Staram się jednak unikać tych super słodkich owoców jak winogrona, arbuz czy banan (chociaż jednego banana kupiłam bo stęskniłam się strasznie za śniadaniowymi plackami). Zwiększamy przy tym sukcesywnie dzienną kaloryczność.  W drugim tygodniu dodamy węglowodany i nabiał i dojdziemy do odpowiedniej dla każdego z nas kaloryczności. 
Nie mogę powiedzieć, że planuję odżywiać się zdrowo -bo tak zawsze jedliśmy. Nie jemy chemii, jedzenia w proszku, gotowców z puszek, nie smażymy na głębokim tłuszczu i nie unikamy warzyw. Moją bolączką są jednak słodycze, które napędzają cały proces. Im więcej zjem tym więcej chcę. Potraktuję więc post jako początek pewnej zmiany, mianowicie 90% słodyczy tylko ze swojej kuchni (nawet jeżeli będą kaloryczne, jak tiramisu, które po wyjściu zrobię na pewno) a 10% to małe cheaty sklepowe. 


Post to było z pewnością ciekawe doświadczenie. Można zobaczyć jak potrafi się być zawziętym. Bo to nie zwykła dieta, że zrobisz odstępstwo to dla równowagi poskaczesz na skakance. Ten post nie ma żadnych kompromisów, zamienników. Trzeba go przyjąć takim jaki jest, albo się poddać. 


6.5.18

post dr Dąbrowskiej - nadziewane pomidory

Dziś mój ostatni dzień postu! Kupiliśmy 30 jajek, bo tak się za nimi stęskniłam, że od razu na poniedziałkowe śniadanie będą jajka sadzone, na połowie łyżeczki masła. To nic, że mam poranną zmianę w pracy i normalnie wstaję o 4.40, wstanę 20 minut wcześniej i te jajka zrobię ;) napiję się do tego mojej pysznej, świeżo mielonej czarnej kawy i takim wspaniałym akcentem przywitam powolny powrót do normalności. Powolny bo teraz czeka mnie 16 dni wychodzenia, czyli sukcesywnego zwiększania kaloryczności i wprowadzania nowych grup produktów. Zaczynam od białka (jajka, ryby, fasolka szparagowa) i zdrowych tłuszczy (olej kokosowy, dobre masło, orzechy). 
W poniedziałek przygotuję post podsumowujący te moje 16 warzywnych dni. Tymczasem mam dla Was ostatni postny przepis; na nadziewane pomidory.

5.5.18

post Dąbrowskiej - pieczony kalafior

Drugi przepis pod szyldem postu dr Dąbrowskiej. Pieczony kalafior zostanie z nami na dłużej. Jest naprawdę boski, a smaku dodają mu sól, papryka i curry. Skropić lekko oliwą (to już po poście) i można się nim naprawdę zajadać. Dobry dodatek do obiadu, jako porcja warzyw. Serdecznie polecam. Generalnie kalafior należy do moich ulubionych warzyw dostępnych na poście, zaraz obok kiszonych ogórków i cieszę się, że po tych 14 dniach nie mam go dość. Pod koniec postu odkryliśmy też szpinak. Nie wiem czy wcześniej nie widziałam go w sklepie, czy mnie zamroczyło, że on również dozwolony. W każdym razie przyjemnie było po tych długich dwóch tygodniach poczuć w ustach jakiś nowy smak. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak się czymś zajadałam ;) Wczorajszy obiad był idealnym zakończeniem czysto warzywnych lunchboxów do pracy. Od poniedziałku wprowadzamy tłuszcze. 

4.5.18

Kotlety z kalafiora i kapusty kiszonej post dr Dąbrowskiej

Moja przygoda z postem dr Dąbrowskiej trwa nadal, chociaż chyli się już ku końcowi (tutaj można poczytać więcej: KLIK Przez ten cały czas nie zamieściłam żadnego przepisu stricte kulinarnego. Ciężko tworzyć na tym poście coś co przyciągnie ludzi. Ułożyć warzywa na talerzu potrafi każdy, albo wymieszać ze sobą kilka warzyw i mówić, że to surówka czy sałatka, a właśnie na tym w głównej mierze opiera się post. Było jednak kilka propozycji wartych zapisania i zapamiętania i własnie je chciałabym Wam pokazać. Będą to zaledwie trzy przepisy, które umieszczę jeszcze przed końcem mojego postu. Koniec zaplanowany jest na niedzielę, więc akurat powinnam się wyrobić. 
Cykl trzech przepisów według postu dr Dąbrowskiej zaczynam od pieczonych kotletów z kalafiora i kapusty kiszonej. Urozmaicenie i odskocznia od surowych warzyw, czy bukietów warzywnych gotowanych na parze i podanych soute, ewentualnie z odrobiną soli czy innych przypraw. 

2.5.18

Mój post według dr Dąbrowskiej

Zapowiada się na to, że to będzie długi wpis. Najgorzej jednak jest zacząć, jaką kwestię poruszyć najpierw, żeby wszystko trzymało się kupy i było zrozumiałe ? 

Czym jest post dr Dąbrowskiej 
Człowiek mediów społeczniościowych z pewnością nie raz zetknął się z tą nazwą i zdjęciami pięknych warzywnych bukietów na talerzu. W skrócie jest to właśnie warzywno-owocowy (chociaż człon owocowy to dla mnie duże nadużycie) post oczyszczający, który jednorazowo trwa maksymalnie 42 dni. Zalecany przy wielu chorobach i schorzeniach, dobry punkt odniesienia do rozpoczęcia zdrowego stylu życia. Post jest bardzo restrykcyjny i nie pozwala na żadne odstępstwa, które mogą doprowadzić do opłakanych skutków!! Tylko stosując się do wytycznych możemy włączyć OW (odżywianie wewnętrzne), każde odstępstwo skutkuje jego wyłączeniem, a nasz organizm po prostu zaczynamy głodzić i wyniszczać. Jeżeli więc chcecie zacząć to trzeba mocno powalczyć ze swoją silną wolą. A im głębiej w las tym będzie trudniej, bo warzywa przestają wystarczać a nawet i smakować. Odsyłam do źródła, po więcej informacji ewadabrowska.pl 

Po co mi to ?
Czasami też się zastanawiam ;) Niby łatwiej byłoby wprowadzić racjonalną dietę, dużo ruchu i też człowiek schudnie i się oczyści. Ale ja nie chudnę, przy mojej niedoczynności tarczycy walka z kilogramami to jak walka z wiatrakami. Niby coś lepiej, a wałki tłuszczu na plecach nadal są (przeraził mnie ten widok kiedy robiłam sobie dla wizualizacji efektów zdjęcie w bikini). Do pozowanego zdjęcia ustawisz się korzystnie, nawet jak przegląda się człowiek w lustrze to przybiera inny, według niego korzystny wyraz twarzy, a zdjęcie w bikini lub nago nie ukryje nic, pokaże prawdę, w moim przypadku najgorszą. Teraz myślę, że może dobrze się stało, bo utrzymywało to moją motywację na wysokich obrotach, nawet w czasie PMS, kiedy z ogromnej potrzeby cukru oglądałam zdjęcia słodkich babeczek, ciast i wszelakich innych wypieków popijając tylko wodę lub ziołową herbatkę. 
Dobrze się składa, bo po zakończeniu postu będę miała wizytę u endokrynologa i sprawdzę jak post wpłynął na moje wyniki. Innych dolegliwości prócz tych tarczycowych jak łuszcząca się brew czy napuchnięte nad ranem powieki nie mam. Więc nie będę hipokrytką i powiem otwarcie, że robię ten post po to, żeby schudnąć, a przy okazji się oczyścić. W takiej kolejności, nie odwrotnie. Aaa i jeszcze z ciekawości czy faktycznie człowiek na tym poście taki energiczny.

Samopoczucie na poście 
Głodna byłam tylko pierwszego dnia i tylko pierwszego dnia bolała mnie trochę głowa. Winę jednak zrzucam na za długą przerwę między posiłkami. W pozostałe dni czułam się dobrze. Musicie wiedzieć, że pracuję fizycznie, naprawdę ciężko. Dostarczam sobie może po 500 kcal dziennie a mimo to energia w pracy mnie nie opuszcza. Nie jestem też padnięta po pracy. Owszem czasami zrobiłam sobie drzemkę, ale to dlatego, że lubię spać, a nie dlatego, że już same zamykały mi się oczy. W nocy spałam po 5-6 godzin i nie miałam problemu z poranną pobudką o 4.40.
Pierwszy raz na wadze stanęłam 4 dnia i pożałowałam, bo pokazała więcej niż kiedy zaczynałam. Strasznie zatrzymała mi się woda, miałam ogromne wzdęcia i napuchnięte powieki jak jeszcze nigdy. Później wyliczyłam, że to może być właśnie związane z nadchodzącym okresem. Teraz wzdęć brak, waga spada, a rano napuchnięta jest już tylko prawa powieka :) 
Jednego dnia, czułam się w pracy słabiej, ale trwało to może pół godziny i wszystko wróciło do normy. Nie mam kataru, ale ciągle leje mi się z nosa, więc nie wiem czy to kwestia oczyszczania dróg oddechowych. 
Wiecie te wszystkie symptomy ciężko powiązać z postem, bo zawsze są jeszcze jakieś oddziaływujące czynniki. Mówią, że na poście jest strasznie zimno, ja nie wiem, bo pracuję w chłodzie, faktycznie jest mi tam ciut zimniej niż wcześniej, ale może dlatego, że od tygodnia tam mocniej wieje, a może to przez post. 
Podsumowując nie miałam póki co gorszego dnia, słabsze chwile owszem, ale nie na tyle długie, żeby zdążyły mnie zdemotywować. Żadnych zawrotów głowy, mdłości, mroczków przed oczami, omdlęć, czy migren (podobno to też się zdarza, więc trzeba być przygotowanym na wszystko). Może to też kwestia tego, że przed postem nie karmiliśmy się od dawna chemią, nie kupujemy prawie wcale gotowców, nie używamy cukru, a może to kwestia nastawienia i tego co ma się w głowie podejmując post.

Co jem 
O tym co jem i jak się czuję każdego dnia piszę w grupie na facebooku, zapraszam tam serdecznie - moja grupa - grupa jest zamknięta. Poniżej przekopiuję Wam 7-dniowe menu razem ze zdjęciami. 
Czasami jest ciężko, ale cieszę się, że od mojego trzeciego dnia dołączył do mnie mąż, który ma lepszy smak, lepszą fantazję w gotowaniu i jakoś to wszystko lepiej smakuje. Moją jedyną bolączką są kiszonki, mimo, że staram się je jeść codziennie i tak odnoszę wrażenie, że powinno być ich jeszcze więcej, bo to również zdecydowanie ważny aspekt postu

Dzień 1:
1 śniadanie: koktajl z rukoli, zielonego ogórka, jabłka i wody+ papryka i pomidor z suszonym koperkiem
2. obiad: zupa krem z kalafiora, cebuli i marchewki
3. podwieczorek: 3 małe marchewki i jabłko
4. kolacja: zupa z obiadu



Top Blogi
TOP