Najnowsze wpisy

16.12.17

Ciasteczka marcepanowe

Ostatnia prosta. Ostatnie zakupy świątecznych dekoracji i lampek. Chociaż przebierać trzeba już tylko w tym co zostało to i tak na widok tych cudeniek oczy mi się zaświecają. Staram się jednak stawiać na minimalizm, bo okres świąteczny taki króciutki i gdzie ja później te wszystkie światełka, bombeczki i inne pierdołki będę trzymać. Na ten przykład wczoraj kupiłam tylko jedną bombkę (bo więcej wzorów już nie było) i jedne ledowe żaróweczki (to oznacza, że w domu mam już trzeci komplet). Prócz małej choineczki, którą dwa tygodnie temu kupił mąż, dziś dokupiłam kilka gałązek ostrokrzewu i świerku (chyba).  Przyozdobię dom suszonymi pomarańczami, a wieczorami będziemy zapalać dużo świec. Upiekę pierniczki i czekoladowe ciasto i te kolejne już święta we dwójkę jakoś upłyną znośnie. 

4.12.17

Ciasto wiewiórka

Ze wszystkich zimowych miesięcy przyszedł ten, który toleruję ze względu na czar Bożonarodzeniowy. Świąteczne jarmarki, bombki, lampki, wspinający się po rynnie Mikołaj, a za niedługo świąteczne piosenki i kolędy. Uwielbiam klimat zimowych zdjęć a poranna kawa nigdy nie smakuje tak dobrze jak w grudniowe poranki. Jestem zakochana w grubych plecionych swetrach, wełnianych płaszczach, świątecznych zakolanówkach - podziwiam u innych, bo moja figura nie zgrywa się z moim zauroczeniem. 
W grudniu też nie denerwuję się kiedy jest zimno - to rezerwuję sobie na styczeń i luty. Dopóki nie trzeba odśnieżać samochodu 10 minut, śnieg również jest okej. Jest pierwszy grzaniec, pierwsza gorąca czekolada, hektolitry herbaty i spacery z psem, na które jak nie weźmiesz rękawiczek i nie opatulisz się szczelnie szalem to masz problem. 
A kiedy grudzień rozpoczyna się wypłatą i wizją urlopu to względem pozostałych miesięcy sporo zyskuje. Tygodniowy i krótki ten urlop, ale jest. I żeby tylko ten polski grudzień był dla mnie dobry i nie przywitał mnie zaspami na autostradzie. 

Tymczasem prawdziwie grudniowe ciasto, naszpikowane orzechami. Przepisów był wysyp więc i ja skorzystałam z kilku, zmieniajać co nieco. 

29.11.17

Żytnio-gryczane muffinki, niski IG

Przyszedł czas na najbardziej bezproduktywny tydzień, a jest to każdy tydzień, w którym mam popołudniową zmianę. Chociaż zaczynam ją już przed południem, a kiedy jest dużo pracy to i wcześniej. Być w pracy od 10.30-20, to istny koszmar. Rano niby się można wyspać - a guzik prawda. Nastawiam budzik na 7.30 i walczę, żeby nie zamknąć spowrotem oczu, co biorąc pod uwagę, o której wstaje dzień jest nie lada wyzwaniem. Jak moja psina nie przyjdzie się poprzytulać to wygrywam ze snem. Inaczej tuląc się w tą ciepłą sierść odlatuję w objęcia morfeusza i muszę ustawiać drzemki. Najgorzej kiedy rano muszę jeszcze skoczyć do sklepu. Nie mogę wyjść do sklepu, nie wychodząc wcześniej z psem, bo będzie szczekał. Ale nie mogę też za wcześnie wyjść z psem, żeby nie musiał zbyt długo czekać na kolejny spacer. Logistycznie to ułożyć jest sztuką. Trzeba wygospodarować czas na kawkę, śniadanie, make-up. A kiedy już to wszystko jest zrobione, siadam w końcu na tyłku i myślę, że mam jeszcze tyle czasu. Zdążę dodać jakieś zdjęcie, może coś napisać. I kiedy tak myślę, co tu z tym nadmiarem czasu zrobić, on kurczy się do takich rozmiarów, z którymi już nic nie da się zrobić... Wracam do domu, mąż śpi, bo chory, znów trzeba wyjść z psinką na spacer i znów wydaje się, że mam przed sobą cały wieczór, a ze wszystkiego co mogłabym zrobić wybieram pójście do łózka, bom taka zmęczona. 

25.11.17

Kokosowo-dyniowe smoothie bowl

Bardzo lubię niespodzianki, zwłaszcza kiedy pracująca sobota okazuje się niepracująca. To szczęście spotkało mnie już drugi raz w dość niedługim czasie. Więc czas regeneracji powiedzmy, że jest odpowiedni. A na pewno odpowiednia jest ilość weekendowych, pysznych śniadań. Bo właśnie tego, zaraz po odespaniu ciężkiego tygodnia wyczekuję najbardziej. A dzięki temu, że mam bloga śniadania miewam naprawdę zróżnicowane. Szukam nowych smaków, struktur, konsystencji i połączeń. Zastanawiam się nad kompozycją, tłem i otoczeniem w jakim podzielę się z Wami moim posiłkiem. I mimo, że pomysł rodzi się w mojej głowie w środku tygodnia to z realizacją czekam własnie do weekendu. Nie dlatego, że będę miała więcej czasu - bo akurat to dzisiejsze śniadanie to równie dobrze mógłby być deser, który mogłabym zrobić po pracy. Czekam do weekendu, bo wtedy będę miała lepsze światło do zdjęcia, bo owoce fotografowane przy sztucznym świetle już nie są takie letnie. Przy sztucznym świetle można fotografować obiad, kolację, nawet ciasto, ale nie śniadanie, bo jakoś tak traci na autentyczności. 

23.11.17

Tartaletki z ciasta francuskiego

W życiu każdej kobiety, nadchodzi moment kiedy postanawia się odchudzić. Nawet te, które od wieków okłamywały siebie i wszystkich dookoła, że lubią swoje nadprogramowe 10 kg prezentują w mediach spektakularne metamorfozy. Dojrzewająca w nas motywacja w końcu jest w rozkwicie, albo po prostu fakt naszej nadwagi został w drastyczny sposób zauważony przez osoby trzecie.
O proszę sobie usiąść - to niewinne zdanie w autobusie, wypowiedziane przez chłopaka mniej więcej w Twoim wieku. Dlaczego młody mężczyzna ustępuje miejsca młodej kobiecie ? Myślisz dżentelmen, ale nie - bo on na Twój brzuch spogląda. Czyli teraz dla zachowania fasonu najlepiej brnąć w to dalej, poudawać, że ciąża jest faktycznie, podziękować za zwolnienie krzesełka i usiąść. Oby już tego młodzieńca na swej drodze nie spotkać.
Przyszły w końcu fotki z imprezy, na której byłaś w swojej najlepszej kiecce. Dwa dni przed imprezą, wiadomo, wjechała głodówka i czułaś się taka szczupła, zwiewna i powabna. Tylko, że zdjęcia pokazują coś zupełnie innego. Pod stanikiem zrobiła się fałdka, sukienka podnosiła Ci się na tyłku, nic dziwnego skoro kupiłaś rozmiar mniejszy. No i ten kolor to jednak nie był najlepszy pomysł.
Po wypłacie wybierasz się na zakupy. Uginiasz się pod ciężarem ciuchów, które zabrałaś ze sobą do przymierzalni. Rozbierasz się do bielizny i nawet lustra, która z reguły wyszczuplają odbijają Twój cellulit na tyłku, galaretowate uda i wylewający się z majtek brzuch. Nie jest więc tak dobrze jak Ci się wydawało. Nie ma już sensu przymierzać tych ubrań, bo w takim nastroju pieniędzy lepiej nie wydawać.
Nie możesz kupić sobie kozaków do połowy uda, bo już w łydce ciężko Ci je przecisnąć wyżej, płaskich butów na nogach nie miałaś już wieki, bo spłaszczają Ci wizualnie tyłek. Koszulki kupujesz rozmiar większe, żeby się fałdki miały gdzie zamaskować. Nie jadasz na mieście, a jak już jadasz to sałatki, żeby nie gadali o Tobie, że wiadomo z czego taka duża się zrobiłaś.

Generalnie to masz wiele ograniczeń i pora z tym skończyć. Zaczynasz raz, drugi, piąty i dziesiąty! Upadasz, ale wstajesz, odnosisz sukces, który w zależności od tego na jakim poziomie jest Twoja motywacja świętujesz albo super, efektywnymi ćwiczeniami albo batonikiem. Przeglądasz się w lustrze ilekroć obok niego przechodzisz, ćwiczysz najlepsze pozy, żebyś wiedziała jak stanąć na przystanku żeby ukryć minusy swojej sylwetki, kiedy na ten sam autobus będzie czekał jakiś przystojniak. Na grupach o odchudzaniu jesteś już guru, doskonale wiesz co z czym tak, a czego nie. Posiłki masz ustawione co do minuty, a na wagę stajesz dwa razy dziennie. Potrafisz wyrecytować składniki makro przynajmniej 20 produktów, zaś swoje kalorie obliczasz już w głowie.
I niby wszystko pięknie, ładnie, ale nie uważasz, że znów jesteś na etapie ograniczeń ? Gruszki nie zjesz, bo już 20, na kolacje nie można, pomidor z ogórkiem to zło a gluten Cię zabije, w najlepszym wypadku uczuli, na wszelki wypadek unikasz też jajek i mleka zwierzęcego, chociaż jajka uwielbiasz, ale co tam, przemęczysz się trochę. A co jeśli te wszystkie ograniczenia nie będą przynosiły wymiernych efektów ? Kiedy wskazówka wagi ani drgnie, a centymetr za każdym razem będzie pokazywał tyle samo ? Wtedy albo pójdziecie na dno i skończycie jako ta, co ją efekt jo-jo dopadł, albo zaczniecie po omacku szukać przyczyny i zrozumiecie, że nie każda dieta jest taka cud dla każdego. 

21.11.17

Pieczona brukselka z parmezanem

Brukselka przez wiele, wiele lat kojarzyła mi się z babcią i jej zabielaną zupą warzywną z ziemniakami. Pamiętam doskonale jej smak, mimo, że nie pamiętam z czego dokładnie ją robiła. Pływały w niej talarki marchewki i połówki brukselki, które, owszem zjadałam, ale starałam się szybko przegryzać, tak, żeby nie poczuć jej smaku. Mama takiej zupy nie gotowała, tzn warzywną robiła, zabielaną również, ale bez brukselki. Widocznie też zjadala ją szybko, żeby nie poczuć smaku. Nikt mnie więc do jedzenia brukselki nie namawiał, podobnie zresztą jak szpinaku. Więc na długi czas o niej zapomniałam. Odczarowałam jej smak około 5 lat temu, kiedy mój wtedy jeszcze chłopak kupował jej spore ilości i zjadaliśmy jako dodatek do obiadu. Gotowane brukselki maczane w sosie słodko-ostrym. Proste, zwyczajne, ale jakie to było dobre. Teraz nadal do niej wracamy i szukamy jej nowych wcieleń. 

18.11.17

Placuszki z dyni

Wstałam dziś o 11, z wielkim trudem. Przejrzałam wszystkie nowości na facebooku i instagramie i trzeba było wyjść z ciepłego łóżka. Do tego zaczęło burczeć w brzuchu, a lodówka świeciła pustkami. Za wcześnie, żeby bawić się w kombinowanie co by można było z tego zrobić na śniadanie. Zrobiłam listę zakupów, łącznie z wstępną listą obiadów na nadchodzący tydzień (to jest jedna ze strategii oszczędzania). Ubrałam się, tzn ubrałam spodnie, a na górę z piżamy założyłam kurtkę (za to lubię jesień) i na zakupy. Ledwo zipiąc przytargałam cholernie ciężką torbę pełną najpotrzebniejszych produktów. Włączyłąm pranie; pierwsze, na pewno nie ostatnie dzisiaj. Zaparzyłam kawę, dodałam do niej bitej śmietany i cynamonu (moje nowe uzależnienie), usiadłam i siedzę. Spoglądam na otaczający mnie burdel, na stół zastawiony gazetami, brudnymi talerzykami i kubkami z niedopitą kawą, na walające się w każdym kącie zbitki psiej sierści i wiem, że będę musiała się tym zająć. Podobnie jak blogiem, językiem niemieckim, upieczeniem czegoś na weekend, poczytaniem książki, która od zeszłej niedzieli leży nietknięta i wieloma innymi sprawami. Ale teraz jestem ja i kawa pita przy akompaniamencie pralki i deszczu stukającego w parapet. Jak bardzo się boję, że ta kawa zaraz się skończy i będę musiała zabierać się do roboty!

Tak było wczoraj, dziś pełna energii wyskoczyłam z łóżka zdecydowanie wcześniej, na tyle wcześnie, że zdążyłam przygotować dla Was kolejny dyniowy wpis i jest szansa, że przeczytacie go jeszcze zanim zjecie swoje śniadnie. 

12.11.17

Tort czekoladowy z whisky

Dziś mój Skorpion ma urodziny. Jako wspaniała żona i partnerka, która odkąd upiekła swój pierwszy tort i przekonała się, że to wcale nie takie trudne i na dzisiejszą okazję ma coś specjalnego. Kawałeczek tortu dla solenizanta i kawałeczek dla mnie, za to, że znoszę te wszystkie skorpionowe wybryki. 

Skorpion to wojownik. Skorpion chciałby mieć zawsze słuszność, przeciwnikiem Skorpiona jest każdy, kto mu stanie na drodze, a nawet kto zdaje się stawać - chociaż oni sami nigdy się do tego nie przyznają, żaden z nich nie lubi, ba! nie toleruje sprzeciwu. Więc jako jego parter/partnerka albo przyjmiesz rolę tego, który zawsze idzie na kompromis dla świętego spokoju (co na dłuższą metę jest nie do przejścia), albo nauczysz się mówić "nie" tak, żeby myślał, że to "nie" to jego pomysł. 


Ze wszystkich znaków zodiaku Skorpion jest najbardziej skomplikowany, najtrudniejszy do zrozumienia, do rozgryzienia. Współżycie z nim jest na ogół niełatwe z powodu jego zaczepnego, chropowatego, wojowniczego charakteru - och, naprawdę ? to chyba wyjaśnia ten mój kawałek tortu :) Ważne, że oni sami zauważają to, że nie żyje się z nimi łatwo. Mój mąż często to podkreśla, że zasłużyłam na jakąś koronę czy cuś w ten deseń. Chociaż, jeszcze nie doczekałam. Ostatnio nawet jakaś znajoma z Instagrama, Skorpionka właśnie przyznała, że ludzie spod tego znaku faktycznie nie należą do najłatwiejszych we współżyciu, ale można ich oswoić. Uff, jest nadzieja!


Przyjacielem Skorpiona za to zdecydowanie warto być. W razie cudzego nieszczęścia Skorpion potrafi być dla przyjaciół wspaniałą podporą. Może w tym celu zmobilizować w sobie olbrzymie rezerwy sił i wykazać bezprzykładną energię, ofiarność, bezinteresowność. W przypadku mojego męża bezinteresowność należałoby podkreślić dwoma grubymi kreskami. Bliskiej osobie w potrzebie jest w stanie oddać ostatnią złotówkę, nigdy nie oczekuje "zapłaty" czy rewanżu za swoją pomoc, a sam bardzo często za pomoc innych "przepłaca". Jest wspaniałym gospodarzem. Głodny nikt u nas nigdy nie był, zawsze potrafi odpowiednio zająć się swoimi gośćmi. 


Nikt tak nie umie rzucić się w wir pracy jak Skorpion. Jego ambicją będzie dokonanie czegoś. Zawsze będzie go interesował przede wszystkim problem - przez to musi być cały czas w ruchu. Nie uznaje stagnacji, a słowa domator nie ma w jego słowniku. 


I na koniec pamiętajcie - Warto sobie zanotować w pamięci, że Skorpion nigdy nie zapomina doznanych krzywd ł urazów, choćby je wybaczył. Ma jednak także dobrą pamięć dla wyświadczonych mu przysług i dobrodziejstw. 


Może na 50-te urodziny mojego skorpionowego męża będę już mogła przygotować poradnik jak oswoić i jak żyć z najtrudniejszym znakiem zodiaku :)


Tymczasem mojemu ukochanemu Sto lat! a z Wami dzielę się przepisem na tort. 


Dekoracji tortów muszę się zdecydowanie nauczyć, wystarczy zobaczyć jak on pięknie wygląda u Kasi, z której przepisu korzystałam, a jak u mnie. Jednak wszelkie niedociągnięcia nadrabia smakiem. W oryginalnym przepisie jest jeszcze dżem, ale nie miałam, więc pominęłam ten punkt, górę "spryskałam" tylko roztopioną czekoladą. Zostało mi sporo masy, więc myślę, że można użyć trochę mniej kremówki i mascarpone. Spróbujcie go koniecznie!

10.11.17

Jesienny deser kokosowy z chia

Najlepszą rzeczą jaką możesz usłyszeć w pracy w piątek jest to, że planowana pracująca sobota jednak nie jest potrzebna i jutro się wyśpisz. Zjesz pyszne śniadanie, wypijesz dużą kawę a nie małą, w spokoju a nie w biegu. Zaplanujesz weekend, zjesz dobry obiad, ciepły a nie z lunchboxa. I może byś coś nawet upiekła, w zasadzie to nie coś, a tort. I możesz go zrobić wcześniej, a nie na ostatnią chwilę. I Twój pies też będzie szczęśliwy, bo w końcu nie spędzi długich samotnych godzin w domu. Tak więc szanowni Państwo, zaczynamy weekend! 

8.11.17

Dyniowe ciasteczka z żurawiną i czekoladą

Jestem w dołku, w czarnej dupie, przykryta rozpaczą. Przeczytałam dziś, że tylko ludzie z uporem odnoszą sukcesy. A we mnie ani uporu, ani długofalowej motywacji. Nie umiem walczyć o swoje, nie umiem sama siebie nakręcać, potrzebuję ciągłych bodźców z zewnątrz. Czasami myślę, że już zawsze będę gruba, albo w najlepszym wypadku będę chudła i tyła na zmianę. Po każdym dobrym okresie, nadchodzi chwila zmęczenia, która trwa zdecydowanie za długo. Efektem tego zmęczenia jest powrót cellulitu spowodowany zaniechaniem ćwiczeń i kiepska dieta składająca się w dużej mierze z kupnego, syfiastego jedzenia. I niby powtarzam sobie codziennie, że od jutra koniec, ale jutro też jestem zmęczona. Odkąd zaczęłam pracę nie potrafię wbić się w żaden sensowny rytm dnia, prócz praca-drzemki i jedzenie oczywiście. Sukcesem na dzień dzisiejszy mogę nazwać fakt, że gdzieś tam z tyłu głowy cały czas świta mi, że może jednak warto włączyć tą Chodakowską, zmęczyć się tak na dobitkę, a może właśnie odzyskać siły, po endorfinowym skoku. A już sukces nad sukcesy jest taki, że od poniedziałku nie zjadłam nic cukrowego. O! bijcie mi pokłony!
Jakieś sprawdzone sposoby jak sprawić, żeby się chciało kiedy się tak cholernie nie chce ?


Top Blogi
TOP